Marrakesz – miasto, które nie śpi

Od powrotu z krótkiego pobytu w Marrakeszu mijają prawie dwa tygodnie, ale piękne, czarno-białe pocztówki powieszone na ścianie ciągle przypominają mi jakim niezwykłym jest miejscem. Wszyscy moi znajomi i rodzina znają moje zamiłowanie do języka hiszpańskiego i marzenia dotyczące podróży po Ameryce Łacińskiej. Jednak im bliżej wyjazdu do Maroko tym bardziej wszystko to co się przewijało w moim życiu do tej pory i w jakiś sposób mnie interesowało zaczęło układać się w całość. Uwielbiam Hiszpanię, ale zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak bardzo zachwycałam się Sewillą i innymi miastami w Andaluzji np. Kordobą? Głównym sprawcą była architektura, która jest bardzo silnie nacechowana wzornictwem i sztuką arabską i prawie każde andaluzyjskie miasto może się pochwalić architektonicznym dziedzictwem pozostawionym przez Arabów (rządzących Półwyspem Iberyjskim od VIII do XV w.) Przejawia się to w katedrach zbudowanych na ruinach meczetów, wznoszeniu pałaców, czyli alkazarów lub twierdz obronnych – alcazab. Także cieszę się, że w końcu mogłam podziwiać to budownictwo u źródła:)

Szczerze mówiąc Maroko nigdy nie przyciągało mnie na tyle mocno, żeby szukać tanich lotów. Na szczęście znajomy z Bilbao, który jest Marokańczykiem zaoferował się na przewodnika, więc już nie było wyjścia:) I całe szczęście, bo gdybym pojechała tam sama zostałbym oszukana prawie na każdym kroku i nie zobaczyłabym połowy rzeczy, które widziałam. Nie ukrywam, że pierwsza wizyta w kraju muzułmańskim otwiera głowę na wiele spraw (mimo tego, że do tej pory poznałam wielu muzułmanów z różnych krajów) i takie doświadczenie zostaje na długo w głowie. Spędziłam w Marrakeszu 2,5 dnia, więc nadszedł czas na pokazanie Wam co można w nim zobaczyć!

Zanurzając się w historię

Zdecydowanie trzeba odkryć prawie tysiącletnie stare miasto, czyli Medinę. Medyna to określenie starych dzielnic arabskich miast. Ta w Marrakeszu została zbudowana przez dynastię Almorawidów i już w XI w. była ich centrum polityczno-ekonomicznym. Spacerując po Marrakeszu miałam wrażenie, że to miasto to jeden wielki targ! Cały czas ktoś coś do mnie mówił, próbował przekonać, że to u niego muszę wydać pieniądze. O ile na początku to ciekawe i przyciąga uwagę to po kilku godzinach moja percepcja już wysiadła i nawet nie byłam w stanie każdemu odpowiadać „nie, dziękuję”:) Medina to gąszcz wąskich, nieregularnych uliczek, stanowiących ogromny bazar. Ilość i kolory sprzedawanych tam produktów potrafią zawrócić w głowie – od zwykłych apaszek, glinianych naczyń, biżuterii po przepiękne wyroby ze skóry. Sztuka targowania się jest mi kompletnie obca i wbrew pozorom nie jest łatwa. Ceny, które usłyszałam za kilka par kolczyków, które mi się podobały zwaliły mnie z nóg! Klimat Mediny podobał mi się na tyle, że mogłabym z niej nie wychodzić:) O jej wyjątkowości świadczy też to, że od 1985 r. znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Jeśli ktoś czuję się przytłoczony tak jak ja wizytą w Medynie, plac Jemaa El Fna (nazwa francuska) potrafi zaskoczyć i przytłoczyć jeszcze bardziej:) Chyba największa i najbardziej hipnotyzująca atrakcja miasta. Musicie się przygotować, że nie można po prostu przejść przez ten plac nie będąc zaczepionym co najmniej przez 20 osób w 15 min. Mówią, krzyczą, dotykają, łapią pod rękę i idą jeszcze 15 metrów w nadziei, że jednak się zatrzymasz i wyciągniesz portfel, żeby coś kupić. Trzeciego dnia już nie robiło to na mnie, aż takiego wrażenia, ale męczy to niesamowicie. Na szczęście tak jak wspomniałam wcześniej miałam berberyjskiego przewodnika:) To największy plac na starym mieście. Pozornie spokojny w ciągu dnia całkowicie zmienia swoje oblicze wieczorem. Pojawia się coraz więcej ludzi, kobiet chętnych pomalować dłoń henną, sprzedawców słodyczy marokańskich, muzyków grających tradycyjne melodie arabskie/berberyjskie, zaklinaczy węży oraz małp, które pozują do wspólnych zdjęć za opłatą. Co najciekawsze wieczorem można tam zjeść bardzo dobrze i tanio (pomijam fakt, że normy sanitarne prawie tam nie istnieją:)).

Warto odpocząć na jednym z tarasów licznych kawiarni wokół placu, z których rozciągają się piękne widoki na miasto i otaczające je góry Atlas.

Największym meczetem w Marrakeszu jest Meczet Kutubijja (fr. Mosquée Koutoubia), niestety wejście dla niewiernych jest zakazane, tak jak do innych meczetów. XII-wieczną budowlę warto też podziwiać z zewnątrz. Świątynia jest znana ze swojego minaretu, który ma wysokość 69 m, co czyni go najwyższym budynkiem w mieście i zakazane jest wznoszenie wyższych budynków. Jego idealne proporcje i prostota posłużyły za wzór wzniesienia obecnej dzwonnicy katedry w Sewilli (która początkowo była minaretem meczetu).

Architektoniczne perełki

Bardzo interesującym zabytkiem jest Madrasa Alego ibn Jusufa. To kompleks dwóch budynków – meczetu i madrasy, czyli koranicznej szkoły muzułmańskiej. Meczet powstał w XII w. i jest najstarszym meczetem miasta. Przylega do niego Madrasa Alego ibn Jusufa, która absolutnie mnie zachwyciła! Bije z tego miejsca ogromny spokój i czuć powiew historii na ramieniu. Szkoła jest młodsza od świątyni – powstała w XIV w. Spełniała swoją funkcje aż do lat 60. XX w., potem została gruntownie odrestaurowana i otwarta dla zwiedzających. Będąc w takich miejscach zawsze zastanawia mnie ilość pracy włożonej w wyrzeźbienie wszystkich zawiłych ornamentów w drewnie i położenia każdej malutkiej płytki ręcznie!

Innym miejscem do podziwiania sztuki marokańskiej jest Pałac el-Bahia. To ogromny i okazały pałac powstały pod koniec XIX w. w samym sercu dzielnicy Mellah, czyli dawnej dzielnicy żydowskiej. Zbudowany przez Wielkiego Wezyra Marrakeszu (Bou-Ahmed) ma…..150 pokoi! To zatrważająca liczba, ale biorąc pod uwagę, że wezyr miał 4 żony, 24 konkubiny i liczne potomstwo ta liczba nie robi już takiego wrażenia:) Pałac zajmuje powierzchnię 8 ha! Ma liczne patia, ogrody i strasznie dużo drzwi, co miało zapewnić prywatność osób mieszkających przed ciekawskimi spojrzeniami ludzi odwiedzających wezyra. To miejsce, którego wzornictwo i ornamenty robią naprawdę duże wrażenie – do ozdobienia pałacu sprowadzono specjalnie artystów z Fezu.

Chwila wytchnienia

Na krótki odpoczynek warto wybrać się do najsłynniejszych ogrodów miasta, czyli XII-wiecznych Ogrodów Menara. Powstały w celu nawadniania rosnących wokół drzew oliwnych i owocowych. Tutaj warto już skorzystać z taksówki, bo są oddalone od centrum. Basen, który widzicie na zdjęciach zasilany jest wodą z oddalonych o 30 km od miasta gór Atlasu. Niezwykle spokojne i wdzięczne do fotografowania miejsce:) Dało się zauważyć, że Marokańczycy lubią tam spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi.

Odwiedziłam też Ogrody Majorelle, które zostały założone przez francuskiego artystę Jacques’a Majorelle w 1924 r. wokół jego warsztatu. W latach 60. XX w. ich właścicielem stał się słynny francuski projektant mody Yves Saint Laurent. W ogrodzie można oglądać sukulenty z całego świata i podziwiać specjalny odcień głębokiego, kobaltowego błękitu stworzonego przez J. Majorelle.

Ciekawostka – szukając informacji o tym co warto zobaczyć w Marrakeszu przed wyjazdem wiele osób odradzało wizytę w Ogrodach Menara, a polecało Ogrody Majorelle. Otóż moja opinia jest kompletnie odwrotna! Ogrody Menara podobały mi się dużo bardziej, to spokojne miejsce otoczone pięknymi widokami, natomiast wejściówka za 7 euro do Ogrodów Majorelle, które są stosunkowe małe i można je zobaczyć w 15 min uważam za grubą przesadę.

Podstawowa rada jeśli jedziecie sami do Marrakeszu – ASERTWNOŚĆ, a jeśli już zaczynacie się targować o cokolwiek to DZIKA KONSEKWENCJA:) Bardzo chętnie wrócę do tego kraju o tak bogatej i pięknej kulturze, ale raczej do mniejszych miast.

Reklamy