Rybackie tradycje i 241 stopni do wtajemniczenia

Otóż trzy miesiące od mojego przyjazdu do Kraju Basków minęły zaskakująco szybko i mam wrażenie, że mieszkam tutaj co najmniej dwa razy dłużej. Sporo się dzieje, wolne dni mijają szybko (mimo, że ich dużo:)), ale najważniejsze jest to, że mówię codziennie po hiszpańsku. To był główny cel tego wyjazdu i cieszę się, że go spełniam:) Dzisiaj pokażę Wam dwa piękne miejsca, idealne na jednodniową wycieczkę poza miasto. Trzymam się zasady, że na razie chcę poznać dobrze prowincję Vizcaya (bask. Bizkaia), której stolicą jest Bilbao, a potem przyjdzie czas na pozostałe dwie prowincje wchodzące w skład Kraju Basków.

Do Bermeo i San Juan de Gaztelugatxe można bez problemu przez cały dzień dojechać autobusem firmy Bizkaibus, który dojeżdża do każdego miasteczka w obrębie prowincji Bizkaia. Spokojnie te dwie miejscowości da się zwiedzić w jeden dzień, ale to już plan na bardzo intensywny i długi dzień, dlatego ja zrobiłam z tego dwie wycieczki (w końcu jestem w Hiszpanii, więc nie ma się co spieszyć:)).

Portowe krajobrazy

Bermeo jest małym, ale jednym z ważniejszych miasteczek rybackich w Kraju Basków. Jest tak piękne i urzekające, że warto poświęcić mu więcej czasu niż dwie godziny, w ciągu których jesteśmy w stanie zobaczyć wszystko. Ciekawe było też to, że wystarczyło odjechać godzinę autobusem od Bilbao i wszyscy na ulicach używali euskery, starsi i młodsi bez wyjątku. Hiszpańskiego właściwie nie było słychać wcale. Miejscem, które świadczy o długiej tradycji rybackiej (kontynuowanej do dziś) jest Puerto Viejo, czyli stary port. Otoczony kolorowymi i wąskimi kamieniczkami jest idealnym miejscem na spacer i wszelkie życiowe przemyślenia, szczególnie wieczorem:) Jest tutaj też dużo barów i restauracji serwujących tradycyjne pintxos, dużo tańsze niż w Bilbao.

Na terenie Starego portu znajduje się też Torre Ercilla (Wieża Ercilla), w której funkcjonuje muzeum prezentujące historię miasteczka i jego nierozerwalną więź z morzem. To jedyna z trzydziestu średniowiecznych wież broniących miasta ocalała do dziś. W porcie znajduje się również wiele ciekawych rzeźb, które odnoszą się do tradycji rybackich.

Warto też pospacerować po Starym Mieście, w którego centrum znajduje się Ratusz i Iglesia de Santa María de la Asunción. To szczególnie ważna świątynia dla mieszkańców Bermeo, bo zostało tam pochowanych 114 rybaków, zmarłych w ogromnej burzy 12 sierpnia 1912 r. Temu wydarzeniu poświęcona jest również specjalna rzeźba zatytułowana „Regresan” (Powracają) autorstwa Enrike Zubia.

Zaledwie kilka metrów od tego kościoła znajduje się pozostałość XIV-wiecznych murów miejskich – Łuk św. Jana (Arco de San Juan). Łukowi towarzyszą „Vendedoras de pescado”, czyli rzeźba upamiętniająca ciężką pracę kobiet sprzedających to co łowili ich mężowie.

Po zobaczeniu tego wszystkiego nie pozostało nic innego jak pójście na plażę. Ścieżka jest dość malownicza, bo prowadzi przez niewielki klif, z którego widać port. Plaża jest mała i kamienista, ale na szczęście znalazło się dla mnie trochę wolnego miejsca:)

(prawie) krew, pot i łzy

Kilka dni po Bermeo nadszedł czas na San Juan de Gaztelugatxe, które nikogo nie pozostawia obojętnym. Tak tak, to między innymi tutaj będzie kręcony siódmy sezon „Gry o tron”. Generalnie twórcy tej serii chyba szczególnie ukochali sobie Hiszpanię. Jeśli ktoś nie wie, że całkiem blisko tego miejsca znajduje się przystanek autobusowy (tak jak osoba, z którą tam pojechałam), to zafunduje sobie całkiem niezły i męczący spacer przez góry i pagóry:)

San Juan de Gaztelugatxe to pustelnia poświęcona św. Janowi Chrzcicielowi. Położona jest na wyspie Gaztelugatxe i prowadzi do niej 241 schodów. Szczerze mówiąc ścieżka do tych schodów nie jest zbyt bezpieczna. Dużo starszych osób miało problem ze wspinaniem się po stromych fragmentach, kamieniach etc. Ja w ogóle nie czułam się pewnie, brakuje też barierek zabezpieczających ścieżkę. Wystarczy chwila nieuwagi i lecimy w dół. Jak już pokonamy tę drogę to jak piszą na stronie poświęconej turystyce w Kraju Basków: „widoki wynagradzają nam cały wysiłek” i mają rację:) Im więcej małych miasteczek widzę, tym bardziej stwierdzam, że baskijskie wybrzeże jest niesamowite. Oryginalne fragmenty pustelni pochodzą z X w., jednak w swojej historii cierpiała z powodu ataków korsarzy w XVI w. i wielu pożarów. Dlatego to co widzimy obecnie to rekonstrukcja z 1980 r. Niestety przez większość czasu jest zamknięta dla zwiedzających. Można za to wykorzystać okazję do spełnienia swoich życzeń uderzając trzy razy w dzwon kościelny.

Często piszę, że mam ochotę wrócić do wielu już odwiedzonych miejsc, ale do pustelni św. Jana nie chciałabym się wspinać drugi raz, przynajmniej nie w ponad 30-stopniowym upale:)

 

Reklamy