Czy Hiszpanie są szaleni? – moja pierwsza korrida

Sanfermines – czas start!

Co roku między 6 a 14 lipca w stolicy Navarry, Pampelunie świętuje się ku czci Św. Firmina, czyli patrona miasta. SANFERMINES to jedna z najbardziej hiszpańskich imprez. Właściwie ludzie nie chodzą spać, nie leczą kaca, tańczą 24/7 na ulicy, bawią się dzieci i ludzie mocno 70+, masa koncertów na świeżym powietrzu. Zdecydowanie najbardziej popularne są encierros, czyli codzienne gonitwy byków o 8 rano. Cały bieg trwa około 2 minut. Stałam w takim miejscu i byłam tak zmęczona nieprzespaną nocą, że na 6 biegnących krów i 6 byków widziałam, aż jednego przebiegającego byka:) Zwierzęta muszą pokonać 825 m ulicami miasta, aż dobiegną do areny byków. W informacji turystycznej służą pomocą jak się podczas takiego biegu zachować. Ja oczywiście nawet nie miałam zamiaru brać w tym udziału i czekałam na szalonego kolegę w bezpiecznym miejscu:) W tym poście chcę się bardziej skupić na korridzie, bo to była moja pierwsza w życiu i zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Korrida – to trzeba przeżyć

Korrida podczas SANFERMINES w Pampelunie składała się z 6 korrid. Każda z nich ma kilka ważnych etapów, których nie można pominąć.  Na początku słówko wyjaśnienia – wszyscy zapaśnicy biorący udział w korridzie to toreadorzy (toreros). Dopiero później rozróżnia się ich nazwy w zależności od zadania, które wykonują.

Pierwsi w szranki z bykiem stają kapeadorzy (capeadores), którzy pobudzają i drażnią byka żółto-różową płachtą (capa, stąd ich nazwa).

Sukcesywnie na arenie pojawiają się pikadorzy (picadores) na koniach, którzy starają się zadać ciosy bykowi specjalnymi, długimi lancami. Muszą trafić w okolice karku zwierzęcia. Oczywiście konie też są narażone na niebezpieczeństwo, czyt. rogi byka, więc są chronione grubymi matami przełożonymi przez grzbiet, które zasłaniają odpowiednio ich ciało. Po korridzie można było wejść do stajni i zobaczyć te maty (wszystkie konie na szczęście czuły się dobrze:)). Rzeczywiście są grube i ciężkie do przebicia, ale kilka razy byki dość mocno podbiegały do koni i ich rogi zakleszczały się w tym materiale. Wyglądało to dość groźnie.

Kolejni na arenę wchodzą już banderilleros, których zadaniem jest wbicie krótkich włóczni (banderillas) w kark byka. Najlepiej w te miejsca, gdzie pikadorzy wbili wcześniej lance. Banderille są zakończone ostrym haczykiem tak, żeby podrażniły byka i szybko nie wypadły. Kolorowa, drewniana część włóczni, którą widzą obecni na trybunach ma w środku sprężynkę, dzięki której włócznie dodatkowo poruszając się drażnią byka podczas biegu. Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że można kupić banderille po korridzie. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że można kupić włócznie użyte podczas korridy z zaschniętą krwią byka! Dla zainteresowanych – zakrwawione banderille 5 euro, czyste i nieużywane 15 euro….

Zadaniem pikadorów i banderilleros jest osłabienie mięśni karku zwierzęcia. Dzięki temu byk trzyma głowę nisko i nie jest w stanie energicznie się poruszać, co zmniejsza prawdopodobieństwo zaatakowania toreadorów. Każda z korrid trwa mniej więcej 10-15 min i kiedy byk jest już odpowiednio zmęczony do akcji wkracza ten najbardziej uwielbiany i ten, który musi zadać cios ostateczny, czyli matador (matar – zabijać). Jak dla mnie człowiek zasługujący na ogromny szacunek, emanujący elegancją i szaleniec w jednym:) Tutaj zaczyna się najbardziej emocjonująca i przyprawiająca o dreszcze część przedstawienia. Właściwie tylko ta część kojarzy się wszystkim z korridą.

Matador przez kilka minut myli byka kawałkiem słynnego, czerwonego materiału, czyli mulety. Ma również przy sobie tępą szpadę. Kiedy widzi, że zwierzę słabnie i coraz mniej reaguje wymienia szpadę na ostrą. Matador musi trafić szpadą między 3 a 4 bądź 4 a 5 kręg. Wtedy rdzeń kręgowy natychmiast zostaje przerwany i byk pada na ziemię, a matador jest wielkim zwycięzcą. Na sześciu matadorów, udało się to tylko jednemu. Pozostałych pięć byków musiało zostać zaatakowanych ponownie, musieli pomóc również inni toreadorzy. Im dłużej matador zabija byka tym bardziej traci na prestiżu.

Na końcu następuje moment usunięcia byka z areny – zostaje podczepiony na linie do kilku koni lub osłów. Nie jest to przyjemny widok, ale ma oznaczać jego przegraną i triumf matadora. Największy hit – matador na znak swojego zwycięstwa może sobie odciąć ucho byka na pamiątkę:)

Generalnie mój plan na Pampelunę był taki, że kolega, z którym tam byłam idzie wieczorem na korridę, a ja spaceruję po mieście, robię zdjęcia i popijam winko. Jakimś cudem przekonał mnie do kupienia wejściówki i powiem Wam co jest w tym najgorsze…………….cholernie mi się podobało!!! Oczywiście do tej pory mam mieszane uczucia, bo nie do końca rozumiem tę tradycję.

Kiedy byk pada na ziemię, tłum wiwatuje jak szalony. Wszyscy wyciągają białe chusteczki na znak uznania dla matadora, który pokonał bestię. Żyjemy w XXI w., a poczułam się jak na starożytnych walkach gladiatorów ze zwierzętami:) Jednak jest w tym spektaklu coś pociągającego, eleganckiego, bardzo tradycyjnego. Toreadorzy są piekielnie szanowani przez Hiszpanów, zarabiają krocie i są dla miłośników korridy tym, kim Jimi Hendrix dla fanów gitary. Oczywiście budzi to krytykę i duże kontrowersje, bo zwierzę jest zabijane ku uciesze tłumu i np. w Katalonii korridy są zakazane od 2012 r. Szczególnie teraz dużo się o tym mówi, po tym jak 9 lipca zmarł toreador Víctor Barrio na skutek ran zadanych przez byka. To pierwsze takie wydarzenie w Hiszpanii od 30 lat.

Jak patrzyłam na to widowisko to miałam w głowie książkę holenderskiego pisarza, Ceesa Nootebooma – „Drogi do Santiago”. O Hiszpanii piszę tak: „Hiszpania jest brutalna, anarchistyczna, egocentryczna, okrutna. Hiszpania jest gotowa za głupstwo założyć sobie stryczek na szyję. Jest chaotyczna, marzycielska; jest irracjonalna. Zdobyła świat i nie wiedziała, co z tym począć; tkwi w swojej średniowiecznej, arabskiej, żydowskiej i chrześcijańskiej przeszłości, rozłożona wraz ze swymi upartymi miastami wśród niekończących się pustych przestrzeni jak kontynent, który jest złączony z Europą, a Europą nie jest”. Idealnie mi to pasuje to do tradycji korridy i całego sanferminowego szaleństwa.

Reklamy