O Kazimierzu i pysznościach

Kolejną częścią Krakowa, która zabrała mi dużo czasu i przyprawiła o odmrożenia był Kazimierz. Brak tu sensu rozprawiać o jego uroku, magii, klimatycznych knajpkach i zaułkach, bo to sprawa dość oczywista:) Świadczy o tym chociażby obecność na liście UNESCO. Kazimierz od czasu powstania, czyli od XIV w. do początków wieku XIX był odrębnym miastem. To w 1822 r. władze miasta zdecydowały o zburzeniu murów miasta żydowskiego. Niestety tak jak w innych częściach Europy, w czasie II wojny światowej na Podgórzu utworzono getto żydowskie skąd Żydzi byli transportowani do obozów koncentracyjnych.

Najbardziej charakterystycznymi budowlami Kazimierza pozostają synagogi. Przed II wojną światową było ich aż 90! Do tej pory pozostało siedem, z czego tylko dwie są czynne – Remuh i Tempel. W jednej z najstarszych synagog w Polsce – Synagodze Starej, funkcjonuje oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa z wystawą „Dzieje i kultura Żydów krakowskich”.

Ja jednak zdecydowałam się odwiedzić inne miejsce związane z historią Żydów krakowskich – Fabrykę Schindlera (przyznaję się bez bicia, że nie widziałam „Listy Schindlera”!:) To obiekt przejęty w 1939 r. przez niemieckiego przedsiębiorcę, Oskara Schindlera właśnie. Działała tutaj Niemiecka Fabryka Naczyń Emaliowanych. Zasłynął tym, że w czasie istnienia krakowskiego getta przyjmował do pracy Żydów, chroniąc ich tym samym przed śmiercią. Utworzył też przyfabryczny obóz pracy w Płaszowie, gdzie mieszkali Żydzi. Fabryka jest jednym z oddziałów Muzeum Historycznego Krakowa. Wystawa stała – „Kraków – czas okupacji 1939-1945” jest potwornie zajmująca, obszerna merytorycznie, ale zaprezentowana za pomocą różnych multimediów. Oprócz dużego zbioru fotografii, można też posłuchać relacji świadków opisywanych wydarzeń, obejrzeć filmy dokumentalne. Muzeum spodobało mi się bardzo. Ledwo co udało mi się do niego wejść, ponieważ ostatnie wejście jest 1,5 h przed zamknięciem i łudziłam się, że skoro taka informacja jest na stronie internetowej, to jest to czas wystarczający na zwiedzenie muzeum. Bez pośpiechu więc oglądałam dokładnie każde zdjęcie, czytałam stare gazety i oglądałam filmy, kiedy osoba z obsługi kazała mi się powoli kierować do wyjścia, bo zamykają za……30 min! Uprzejmie zapytałam czy dużo mi zostało do obejrzenia, na co Pani odpowiedziała, że nie widziałam nawet jeszcze połowy i rekordzista spędził u nich 8,5 h! Zła byłam na siebie strasznie, ale na pewno tam wrócę odwiedzając Kraków kolejnym razem:)

Po tylu kilometrach trzeba było się solidnie posilić. Chciałabym polecić dwa miejsca gdzie możecie zjeść coś pysznego. Generalnie cały wyjazd upłynął na stołowaniu się na mieście, ale były miejsca bardziej i mniej trafione. W całym moim życiu nie wypiłam tyle grzańca co przez te cztery dni! Najbardziej trafionym miejscem była Klubokawiarnia Forum Przestrzenie. Na swojej stronie określają się jako „współczesny dom kultury z barem”. Miejsce osadzone w trendach – duża przestrzeń, menu wypisane kredą na tablicy, aż chciałoby się użyć ukochanego poznańskiego przymiotnika – miejsce bardzo hipsterskie:) Śniadanie serwują tak boskie, że skusiły mnie dwa razy w ciągu czterech dni. Myślę, że 20 zł za tak obfity talerz z kawą w zestawie to baaardzo dobra cena:)

Drugim miejscem jest Nova Krova przy Placu Wolnica. To knajpka serwująca jedzenie wegetariańskie i wegańskie, a jej specjalnością są burgery. Lubię próbować nowych rzeczy, ale w pewnych sprawach lubię standardowe połączenia, dlatego burger dla mnie równa się mięso. Tutaj wybrałam burgera z kaszy jaglanej i suszonych pomidorów, do tego w zestawie były frytki warzywne (frytki z pietruszki i buraka, pycha!). Burger smaczny, ale bez frytek chyba bym się nie najadła:)

Dajcie znać w komentarzach o polecanych przez Was knajpkach w Krakowie, to może będzie okazja skorzystać!:)

Reklamy