Życie jak w Madrycie?:)

Tak, tak w końcu nadszedł czas kiedy nie będę rozpływać się w zachwytach nad odwiedzonym miejscem…ale nie będzie, aż tak źle:) Teoretycznie Madryt był celem głównym wyjazdu, ale szybko zszedł na dalszy plan. Zrobił na mnie wrażenie miasta bardzo głośnego, wypełnionego turystami po brzegi. Po moich doświadczeniach w Maladze moim jedynym marzeniem było tylko spanie w czystym miejscu – niestety się nie udało….Pomimo tego, że osoby tam pracujące były bardzo miłe i pomocne to hostel był potwornie brudny i zaniedbany, niesprzątany regularnie. Pracowałam w dwóch hostelach w Poznaniu i myślałam, że serwujemy skromne śniadania, ale w porównaniu z tym co mogłam zjeść w San Juan Hostel Madrid to poznańskie hostele reprezentują bardzo dobry poziom:)

Hostel miałam w sercu miasta, bo przy słynnym placu Puerta del Sol. Pierwszy wieczór upłynął na spokojnym spacerze. Spotkałam się ze znajomą Hiszpanką, która pokazała mi centrum. Ten wszechobecny tłum męczył mnie strasznie, ale nie poddawałam się i maszerowałam przed siebie opętana żądzą zwiedzania i poznawania!

Co udało mi się zobaczyć?

Po Madrycie chodziłam 2,5 dnia i wierzcie mi – czułam to w nogach! Centralnym miejscem jest Puerta del Sol – plac, który naprawdę nie zasypia i zawsze można tam obejrzeć tancerzy, śpiewaków, el Mariachi. Jest symbolem miasta i miejscem witania Nowego Roku przez madrytczyków. Drugim tak słynnym placem jest Plaza Mayor – ogromny, prostokątny plac, który w średniowieczu był miejscem ogłaszania ważnych wiadomości mieszkańcom, a nawet koronacji królewskich. Obecnie otoczony jest dookoła kawiarniami, restauracjami i miliardem turystów. Spacer rozpoczęłam w kierunku Pałacu Królewskiego (El Palacio Real) i Katedry Almudeny (Catedral de la Almudena). Chyba po raz pierwszy hiszpańska katedra mnie nie zachwyciła:) Jej budowę ukończono dopiero 22 lata temu i zbudowano ją w stylu neoklasycznym, żeby pasowała architektonicznie do położonego naprzeciw Pałacu Królewskiego. Jest on oficjalną siedzibą króla Hiszpanii i jest ogrooomny! Skrywa muzeum broni i galerię malarstwa. W każdą środę o 11:00 lub 12:00 można podziwiać zmianę warty pod pałacem. Całkiem przyjemnie się wokół niego spaceruje, bo w dużej części otoczony jest zielenią (Jardines de Sabatini). Nie zdecydowałam się na wejście do żadnego z tych obiektów, bo szczerze mówiąc bardziej byłam już nastawiona na inne muzea. Po wschodniej stronie pałacu znajduje się spokojny Plaza de Oriente z ogrodami, w którym jest sporo pomników hiszpańskich władców.

Potem przyszła kolej na Plaza de España – miejsce przyciągające turystów pomnikiem Cervantesa, przed którym uwieczniono dwóch jego najbardziej znanych bohaterów – Don Kichota i Sancho Pansę – miejsce obowiązkowe do zdjęć!

Bardzo blisko tego placu jest miejsce naprawdę wyjątkowe i magiczne….mowa o oryginalnej, starożytnej świątyni egipskiej! Zaskoczeni? Okazuje się, że rząd egipski podarował tę świątynie Hiszpanii, ponieważ z powodu budowy tamy w Asuanie w 1960 r. groziło jej zalanie i zniszczenie.  Oddawano w niej cześć dwóm bogom egipskim – Amonowi i Izydzie. Warto podejść tam wieczorem, bo jest wtedy dobrze oświetlona i stanowi dobry plener dla fanatyków fotografii:)

W bliskiej odległości od siebie znajdują się trzy równie ważne zabytki – Puerta de Alcalá, Fuente de Cibeles i Palacio de Cibeles. Pierwszy z nich jest monumentalną, klasycystyczną bramą miejską z 1778 r. Drugi, czyli fontanna starożytnej bogini frygijskiej Kybele (hiszp. Cibeles) jest jednym z głównych symboli miasta i znajduje się na co drugiej pocztówce w kioskach. Oba te zabytki są ciężko dostępne do oglądania, bo są usytuowane na środku skrzyżowań i to bardzo ruchliwych! Za to w pełni dostępny jest przepiękny Palacio de Cibeles, który od 2007 r. jest siedzibą władz miasta i centrum kulturalno-muzealnego CentroCentro Cibeles. Pałac powstał na początku XX w. jako siedziba główna poczty. Na ósmym piętrze – w centralnej wieży pałacu znajduje się taras widokowy, na który oczywiście wjechałam:) Poniżej możecie zobaczyć widoki – przynajmniej jest dobry widok na Fuente de Cibeles.

Od tych miejsc właściwie już tylko rzut beretem do słynnego El Retiro. Ogromny park, który jest lubianym miejscem odpoczynku przez madrytczyków, przez to często jest dość zatłoczony. W samym sercu parku znajduje się staw, po którym można pływać wypożyczonymi łódkami. Jednak najbardziej znanym i zarazem pięknym miejscem jest Palacio de Cristal, czyli Kryształowy Pałac. Powstał w 1887 r. z okazji Wystawy Filipin i był wielką szklarnią, która miała pomieścić różne rośliny tropikalne. Obecnie jest jedną z sal wystawowych Muzeum Królowej Zofii. 

Moc muzeów

Madryt słynie z muzeów prezentujących najważniejsze dzieła sztuki na świecie, ale o nich za chwilę. Pierwsze na mojej liście z wiadomych względów było Muzeum Ameryki (Museo de América), które ma już ponad 70 lat. Jego celem jest oczywiście prezentowanie historii Ameryki dzięki odkryciom archeologicznym i etnograficznym. Najbardziej podobały mi się wszelkie obiekty dotyczące prekolumbijskiej historii Ameryki i te umieszczone w dziale ‘społeczeństwo”, czyli związane z organizacją życia codziennego – religią, obrzędami, ceremoniami, życiem rodzinnym. Ilość wszelkich map, opisy podróży Kolumba mogą trochę na początku zniechęcać, ale po kolei przechodząc do kolejnych sal wszystko staje się klarowne, a piękna inkaska biżuteria wprawia w zachwyt!

Będąc w Madrycie nie można nie przespacerować się wzdłuż Paseo del Prado lub Paseo del Arte. To aleja wzdłuż, której skupione są najważniejsze madryckie muzea. Oprócz tych najbardziej znanych tj. Prado, Muzeum Thyssen-Bornemisza i Muzem Królowej Zofii znajduje się tam jeszcze Muzeum Morskie, Wojskowe, Narodowe Obserwatorium Astronomiczne – także jest w czym wybierać!:) Ja zdecydowałam się odwiedzić Prado (Museo del Prado) i Muzeum Królowej Zofii (Museo Reina Sofía). Udało mi się skorzystać z darmowych wejść do obu z nich, więc 26 euro zaoszczędzone (tzn. wydane na jedzenie:)) Nie jestem wielką znawczynią malarstwa i będąc w Prado żałowałam, że tak mało wiem na ten temat. Można tam podziwiać malarstwo hiszpańskie, włoskie, flamandzkie, holenderskie…Wchodząc za darmo nie da się zobaczyć całości, bo muzeum jest zbyt duże. Poza tym chyba tylko szaleniec byłby w stanie zobaczyć 8600 obrazów i 700 rzeźb w niecałe dwie godziny:) Zdecydowanie oglądanie tych wszystkich słynnych obrazów Goi, Velazqueza, El Greco czy Picassa, które kojarzy się z filmów, książek i opowiadań naprawdę robi wrażenie.

Zupełnie inny charakter panuje w Muzeum Królowej Zofii, które prezentuje głównie sztukę XX w. i współczesną oraz skupia się na artystach hiszpańskich. Najważniejszym obrazem prezentowanym w muzeum jest Guernica Picassa, który pokazuje cierpienie ofiar bombardowania miasteczka Guernica w 1937 r. przez niemieckie Luftwaffe. 

Brakuje zdjęć, ponieważ w Prado i Muzeum Królowej Zofii jest zakaz fotografowania. Za to mogę pokazać kolejkę przed wejściem do Prado…

Właściwie naprzeciwko Muzeum Królowej Zofii znajduje się dworzec kolejowy Atocha (Estación de Atocha). Warto tam wejść, bo w środku znajduję się pokaźny ogród tropikalny, co jest dość nietypowym rozwiązaniem:)

Pierwszego dnia Madrytem czułam się przytłoczona i nie za bardzo mogłam się tam odnaleźć. Ale już kolejnego i trzeciego dnia, po kilku sprawnych przesiadkach w metrze, dwukrotnym zgubieniu się i spaniu w jednym hostelu przez pięć nocy udało mi się zaaklimatyzować:) Wszystko jest w nim wielkie, monumentalne, głośne, oświetlone – brakuje spokojniejszych zaułków i małych placyków. Być może będąc tam dłużej udałoby mi się je odnaleźć. Jednak w zestawieniu z takimi perełkami jak Segovia i Toledo przegrywa – a o Toledo już wkrótce!

P.S. Jeszcze jedna rzecz odnośnie metra. La Galería de la Magdalena postanowiła zachęcać podróżujących metrem do publikowania na Twiterze wiadomości otagowanych #TeVi (widziałam/em Cię) na temat spotkanych osób w metrze, do których nie miało odwagi się podejść. Najciekawsze zostały wybrane i ozdobiły stację metra Legazpi. Niezła opcja dla nieśmiałych, co?:)

 

Reklamy