Jesteśmy w Mediolanie!

Niejednokrotnie czytając albo słuchając relacji o Mediolanie zawsze pojawiał się pogląd, że to kompletnie nieciekawe miejsce. Otóż ja się z tym kompletnie nie zgadzam! Być może jest to związane z tym, że do tej pory nie odwiedziłam wielu miejsc na świecie (co ja mówię, nawet wielu miejsc w Europie), ale uważam, że nie można negatywnie nastawiać się już przed wyjazdem. Tym bardziej, że to był mój pierwszy pobyt we Włoszech i pierwszy tego typu trip, więc zawsze będzie mi się dobrze kojarzył. Choć trzeba przyznać, że miasto jest drogie i wszyscy tam wyglądają jak z żurnala;) 

Na pokład! 

Wybrałam się tam jakieś dwa lata temu z moimi ówczesnymi współlokatorkami (nieocenione kompanki doli i niedoli:)) Dwa dni spędziłyśmy w stolicy Lombardii, a jeden dzień w pobliskim Bergamo, gdzie znajduje się lotnisko. Wyjazd nie zrujnował naszych portfeli, bo udało się nam znaleźć nocleg w Mediolanie na couchsurfingu – hości byli bardzo mili i pomocni. Natomiast widok przekrwionych oczu ich psa z powodu dużych ilości oparów palonego zioła był przerażający:D 

Czas iść w miasto 

Nie udało się nam zwiedzić dużej części miasta, ponieważ czując złą pogodę w kościach spędziłyśmy prawie całe popołudnie w Il Duomo (Katedra Narodzin św. Marii). Ten gotycki gigant jest największym kościołem we Włoszech i jednym z większych na świecie. Ciekawe jest to, że Il Duomo powstało na ruinach dwóch świątyń chrześcijańskich, a jego budowa trwała właściwie do połowy XX w. (rozpoczęła się w 1386 r.). Już wiecie, że lubię zwiedzać tego typu obiekty, a ten robi niesamowite wrażenie – ogrom, marmur oraz milion rzeźb i wieżyczek oszałamia. Najfajniejszą opcją jest możliwość podziwiania panoramy miasta z…dachu katedry! I to tylko za 7 euro (dla wygodnych za 12 euro można wjechać windą). Atrakcja dość osobliwa i dla niezdar takich jak ja niebezpieczna, bo łatwo się tam poślizgnąć. 

Wychodząc z Katedry po prawej stronie znajduje się Galeria Wiktora Emanuela II. Architektura tego centrum, a może bardziej pasażu handlowego imponuje – szczególnie mozaika na podłodze. Jednak ceny krzyczące z  witryn Prady, Louis Vuittona nie zachęcały mnie do pozostania tam dłużej.  

Wychodząc z galerii wchodzi się na Piazza della Scala, przy którym jest jedna z najsłynniejszych scen operowych świata, a przynajmniej najbardziej prestiżowa – La Scala. Niestety pocałowałyśmy klamkę, bo w tym czasie odbywały się próby do spektaklu. Po takim intensywnym popołudniu przyszedł czas na konsumpcję pizzy. Znalazłyśmy malutkie, niepozorne bistro, ale pizza była rewelacyjna;)

Z parasolką za pan brat 

Dobre miałyśmy przeczucia pierwszego dnia, bo na drugi dzień nie obudził nas deszcz, ale ogromna ulewa! Moje tenisóweczki (oczywiście innych butów nie miałam, bo przecież miało nie padać) przemokły w 5 sekund. Dzięki temu poszłyśmy szybciej do Zamku Sforzów, do którego z Piazza il Duomo prowadzi reprezentacyjna via Dante. Zamek został zbudowany w XV w. jako siedziba rodu Sforzów. Teraz jest prężnym centrum kultury, które mieści w sobie aż sześć muzeów m. in. Muzeum Sztuki Antycznej, Instrumentów Muzycznych czy Muzeum Prehistoryczne. Później próbowałyśmy spacerować po Parku Sempione rozciągającym się za Zamkiem Sforzów, ale ciężko było nazwać spacerem brodzenie w błocie;) 

Viva aperitivo! 

Wieczorem przyszedł czas na jeden z fajniejszych włoskich zwyczajów, czyli aperitivo:) Zasada jest taka, że idzie się do kilku barów jednego wieczoru ze znajomymi, w każdym z nich kupuje się drinka za 7-10 euro, a przy tym należy próbować małych przekąsek na ciepło i na zimno przygotowanych przez restauratorów.  W pierwszym miejscu po spróbowaniu prawie wszystkiego czułyśmy się jak po polskiej wigilii i nie było mowy o kolejnych degustacjach:)  

Te dwa dni były dość intensywne, a nie udało nam się zwiedzić chociażby dzielnicy Navigli, czyli dzielnicy kanałów ani też zobaczyć „Ostatniej wieczerzy” Leonarda da Vinci. Być może będzie jeszcze okazja. Ogólnie Mediolan zrobił na mnie dobre wrażenie, wystarczy odejść 2-3 ulice od Il Duomo i ulice są dużo spokojniejsze i mają swój urok. Chociaż rzeczywiście wolę zwiedzać mniejsze i bardziej kameralne miejsca. Kolejnego dnia wybrałyśmy się do Bergamo, ale o tym już innym razem:) 

Reklamy